Sukces
Budmatu.
Unia nagradza innowacyjność.
Nieodwracalnym
standardem w prowadzeniu biznesu jest dziś korzystanie z innowacyjnych technologii,
a możliwość sięgnięcia po nowoczesne rozwiązania dzięki funduszom europejskim
pozwala lepiej konkurować na rynku - twierdzi właściciel Budmatu Bogdan Więcek.

Płocki
Budmat powstał w 1992 r. jako hurtownia materiałów budowlanych i płytek ceramicznych.
Niewielki magazyn i plac przy drodze wylotowej z miasta z najróżniejszymi produktami
- cegłami, stalą zbrojeniową, cementem, terakotą, glazurą, armaturą łazienkową
i setką innych produktów - istnieją do dziś. Po dwóch latach firma zaczęła także
działalność produkcyjną. Zaczęła się produkcja blachodachówki "Sara"
i "Wenus", potem - blach trapezowych używanych do pokrywania dachów,
elewacji ściennych. Niektórzy architekci wnętrz potrafią ich użyć nawet do wykańczania
wnętrz mieszkań.
Po
blachodachówce i elewacjach ściennych przyszedł czas na kolejny stalowy produkt
- kształtowniki, stosowane do montażu ścian gipsowo-kartonowych, czy podwieszanych
sufitach. Są one metalowym szkieletem tych konstrukcji. Widział je każdy, choć
pewnie nie każdy zwrócił na nie uwagę. Są one pod ręką prawie każdej ekipy, którą
spotykamy przy wykańczaniu lub przebudowie jakichś pomieszczeń.
Metalowe
domy

-
W 2007 r. zaczęliśmy po raz pierwszy w firmie myśleć o otrzymaniu unijnej dotacji
na produkcję kształtowników w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Mazowsza
- tłumaczy Krzysztof Lewandowski, dyrektor ds. rozwoju inwestycji, odpowiedzialny
w Budmacie m.in. za unijne dotacje. - Wtedy nie byliśmy już małą firmą, mogliśmy
otrzymać co najwyżej 40 proc. dofinansowania, a nasz właściciel Bogdan Więcek
był sceptycznie nastawiony do pomysłu. Po prostu nie wierzył, że uzyskanie wsparcia
jego biznesu funduszami unijnymi będzie możliwe. Tym bardziej że produkcję metalowych
kształtowników zaczęliśmy i kontynuowalibyśmy ją bez dotacji w takim rozmiarze,
jakim była w 2007 roku - mówi. - Chodziło jednak o wprowadzenie technologii, która
dałaby nam możliwość stworzenia nowocześniejszego produktu, sprzedawanego w szerszej
gamie i na wielu rynkach. Chcieliśmy zaoferować towar o wyższej jakości i jednocześnie
taki, którego wyprodukowanie trwałoby szybciej - podkreśla Krzysztof Lewandowski.
Do
napisania wniosku Budmat przygotowywał się starannie. Zaczął od uporządkowania
swoich produktów i stworzenia jednego "programu" - katalogu wzajemnie
uzupełniających się produktów. W ten sposób powstał projekt, który firma nazwała
"Polskim, oryginalnym systemem modułów dla budownictwa przemysłowego, przemysłowo-rolnego
i użyteczności publicznej".
-
Nie budujemy "szklanych domów", my dajemy produkty do ich kompleksowego
wykończenia - żartuje Krzysztof Lewandowski.
System
działa tak, że do np. betonowej czy stalowej konstrukcji biurowca, hali lub rolniczego
magazynu, na czterech różnych etapach jej budowy, dokładane są kolejne moduły
produkowane przez Budmat. Dach powstaje z blachodachówki lub blachy trapezowej,
potem panele warstwowe są używane do elewacji i izolacji. Następnie dochodzą systemy
rynnowe, a na koniec - kształtowniki do montażu ścianek wewnętrznych czy sufitów.
Przedstawiony
jako całość, projekt "systemu modułów dla budownictwa" stał się podstawą
do wniosku o dotację. Unijne wsparcie miało być przeznaczone na zakup specjalistycznych,
nowoczesnych, automatycznych i sterowanych numerycznie centrów wytwórczych do
cięcia i kształtowania (na zimno) metalu wraz z automatycznymi modułami do sprawdzania
jakości, znakowania i utrzymywania powtarzalności produktu. A także z automatycznymi
ciągami pakowania i magazynowania gotowych produktów.
We
wnioskach o dofinansowanie firma mogła podkreślić, że wymyślona przez nią produkcja
modułów budowlanych jest innowacyjna.
Bo
takie są zarówno profile zimnogięte, panele warstwowe jak i system rynnowy "Flamingo".
- Pomysł jak stworzyć "Flamingo" pochodził od właściciela firmy i
kadry. Maszyny do produkcji zbudowali pracownicy naukowi Politechniki Śląskiej
- tłumaczy Krzysztof Lewandowski. - System rynnowy posiada już kilka uznanych
innowacyjnych rozwiązań potwierdzonych uzyskaniem praw do własności przemysłowej,
a nawet medal międzynarodowych targów poznańskich. Do produkcji paneli warstwowych
wykorzystaliśmy także europejską technologię i dzięki niej postaraliśmy się stworzyć
nowy materiał budowlany - dodaje. - Zaś produkcja profili jest dziś na takim poziomie,
że już w lipcu dodaliśmy do naszej oferty produktowej kilka nowych produktów z
tego obszaru. Produkcja ich przy wykorzystaniu automatów produkcyjnych jest znacząco
szybsza, efektywniejsza, energooszczędna i znacząco mniej materiałochłonna - podkreśla
Lewandowski.
Nowa
produkcja w starych halach

Produkcja
innowacyjnych kształtowników wpisywała się zarówno w aktualną Strategię Rozwoju
Województwa Mazowieckiego (poprawia m.in. konkurencyjność gospodarki, wspomaga
wzrost zatrudnienia), jak i plan zagospodarowania przestrzennego województwa oraz
"Strategię Zrównoważonego Rozwoju Miasta Płocka". - Produkcję w samym
Płocku zlokalizowaliśmy nieprzypadkowo - podkreśla Krzysztof Lewandowski.
W
północno-wschodniej części miasta (w okolicach wyjazdu w kierunku Płońska) znajdują
się tereny po dawnej Fabryce Maszyn Żniwnych. W tym miejscu w czasach PRL powstawały
kombajny zbożowe Bizon.
FMŻ
już dawno nie ma, choć maszyny rolnicze nadal tu powstają. Ich producent (spółka
CNH) zajmuje jednak tylko fragment obszaru dawnej fabryki. Reszta hal produkcyjnych
i magazynów przeszła w prywatne ręce. Były tu sklepy meblowe, elektryczne i agd,
przez chwilę istniał tor kartingowy, ruszyła produkcja stolarki okiennej i drzwiowej.
Gdy jeden mały biznes upadał, jego miejsce zajmował następny. Wciąż jednak znaczny
fragment dawnego FMŻ pozostawał niewykorzystany, straszyły na nim puste i niszczejące
hale.
Do
czasu, aż produkcję uruchomił w nich Budmat. - Zaproponowaliśmy samorządowi objęcie
tych terenów programem rewitalizacji obszarów poprzemysłowych - tłumaczy Krzysztof
Lewandowski. - Udało się, choć ze strony samorządu zaangażowania w tę rewitalizację
na porównywalnym jak nasz poziomie póki co nie dostrzegliśmy. Przydałoby się,
aby choć drogi w tym obszarze były w stanie nadającym się do użytku. Ale zlokalizowanie
linii do produkcji kształtowników na obszarze objętym odnową obszarów poprzemysłowych
też pomogło w uzyskaniu unijnej dotacji.
Trudne
było tylko oczekiwanie

Jedną
starą halę przemysłową po FMŻ Budmat kupił i wyremontował, obok postawił nową.
Za 6,7 mln zł umieścił w nich linię do produkcji kształtowników oraz ich magazyn.
Z
kwoty tej 1,9 mln zł wyniosło dofinansowanie z Priorytetu I "Tworzenie warunków
dla rozwoju potencjału innowacyjnego i przedsiębiorczości na Mazowszu" działanie
1.5. "Rozwój przedsiębiorczości" RPO Województwa Mazowieckiego.
Całe
dofinansowanie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz budżetu państwa
na ten projekt to prawie 2,2 mln zł. Właśnie te pieniądze pomogły sięgnąć po najnowocześniejsze
centrum produkcyjne.
Wniosek
o dofinansowanie Budmat złożył we wrześniu 2008 r. Umowę z urzędem marszałkowskim
podpisał po roku. Produkcja pilotażowa kształtowników zaczęła się pod koniec ubiegłego
roku, wytwarzanie drobniejszych akcesoriów do nich - w maju.
Zwinięta
w rulony blacha, pocięta na szerokość grubej wstążki, jest dziś w pierwszej hali
rozwijana i wprowadzana do maszyny, która metal prostuje, nadaje mu odpowiedni
kształt i tnie na kawałki. A potem pakuje. - W projekcie tym zbudowaliśmy jedną
z najnowocześniejszych baz maszynowych w Europie z zastosowaniem sterowanych numerycznie
automatów i robotów - podkreśla Krzysztof Lewandowski.
Człowiek
ich nie obsługuje, jego praca sprowadza się czasem tylko do wprowadzenia do maszyny
płytki z danymi o tym, który rodzaj produkcji automat ma uruchomić. Sprawdzaniem
wymiarów kształtowników i ich pakowaniem także zajmuje się maszyna. Potem wszystko
jedzie do magazynu, a z niego do odbiorcy.

-
W tym przedsięwzięciu stworzyliśmy 18 nowych miejsc pracy, choć przy tak wysoko
zautomatyzowanej technologii powinienem powiedzieć, aż 18 osób znalazło tu zatrudnienie
- podkreśla Krzysztof Lewandowski. - Udało się nam dobrze przygotować do przejścia
przez procedurę przyznawania dotacji. Niełatwe było jednak czekanie przez rok
na samą ocenę wniosku. Rok czasu to dużo, tym bardziej że niewiele można wtedy
robić. Nie można zamówić na przykład specjalistycznych, produkowanych na indywidualne
zamówienie maszyn, gdyż trzeba postępować zgodnie z wymogami regionalnego programu
operacyjnego. Natomiast już po jej podpisaniu realizacja specjalistycznego zamówienia
pochłania dużo czasu. Gdybyśmy byli mniejszą firmą, moglibyśmy mieć też problemy
z zainwestowaniem własnego wkładu. Przecież najpierw trzeba ponieść wydatki, a
dopiero potem czekać na zwrot tej części, która jest dofinansowaniem - ocenia
Krzysztof Lewandowski. - Na szczęście sama refundacja wydatków, co trzeba mocno
podkreślić, spływała już bez problemów i na bieżąco. Nawet, w krótszym czasie
niż przewidywała to umowa.
Innowacyjność
to standard w biznesie

-
Stały rozwój technologiczny, korzystanie z nowoczesnych i innowacyjnych technologii
oraz wprowadzanie na rynek coraz to nowych produktów jest dziś nieodwracalnym
standardem w prowadzeniu biznesu, który ma ambicje być konkurencyjny - przekonuje
Bogdan Więcek, właściciel płockiego Budmatu. - Dbałość o stały rozwój technologiczny
i produktowy to jedno z podstawowych pól działania każdej firmy, która chce liczyć
się w swojej branży na rynku w konkurencyjnym otoczeniu. Możliwość korzystania
z funduszy Unii Europejskiej, takich jak fundusze Regionalnego Programu Operacyjnego
Województwa Mazowieckiego, pozwala rodzimym polskim firmom, takim jak moja, nie
tylko dościgać i dorównywać do europejskiej czy światowej konkurencji, ale w wielu
przypadkach pozwala ją nawet wyprzedzać. Takim przypadkiem, w którym dorównaliśmy,
czy właśnie wyprzedziliśmy europejską konkurencję, jest nasza innowacyjna technologia
produkcji kształtowników zimnogiętych - dodaje Bogdan Więcek.